Tybetańczycy na wychodźstwie obchodzą 19 urodziny Panczen Lamy, drugiej osoby w hierarchii buddyzmu tybetańskiego. Gendun Choekyi Nyimy, zniknął z rodzinnego domu w Tybecie w 1995 roku, krótko po uznaniu go za Panczen Lamę. Jego los jest do dziś nieznany.
Z okazji jego urodzin mnisi z
klasztoru Tashi Lhunpo, w którym zgodnie z tradycją powinien rezydować, wezwali
po raz kolejny władze chińskie do złożenia wyjaśnień, oraz umożliwienia mu
działalności publicznej. Zapowiedzieli także przeprowadzenie strajku głodowego
w intencji uwolnienia XI Panczen Lamy.
Przez światowe organizacje praw człowieka Panczen Lama uznawany jest za
najmłodszego więźnia politycznego na świecie. Organizacje te, a także
tybetański rząd na wychodźstwie domagały się wielokrotnie od władz chińskich
wyjaśnienia jego losu. Nigdy nie otrzymały jednak żadnych informacji.
Obserwatorzy wydarzeń w Tybecie są przekonani, iż celem porwania Gendun Czoki
Nyimy była chęć zniszczenia tradycyjnego systemu tybetańskiej władzy związanej
z XIV Dalajlamą.
Władze
Chin spotkają się w najbliższych dniach z przedstawicielem przywódcy
Tybetańczyków Dalajlamy XIV - podała agencja Xinhua, powołując się na oficjalne
źródła chińskie. Dalajlama wyraził zadowolenie z oferty władz w Pekinie.
Z uwagi na ponawiane przez
Dalajlamę prośby o wznowienie rozmów, stosowne ministerstwo w rządzie
centralnym skontaktuje się w nadchodzących dniach z osobistym przedstawicielem
dalajlamy -
zacytowała Xinhua wypowiedź przedstawiciela władz Chin.
Wyraził on
ponadto nadzieję, że dzięki kontaktom i konsultacjom strona dalajlamy podejmie
wiarygodne kroki w celu powstrzymania działalności skierowanej na dokonanie
rozłamu w Chinach, przestanie spiskować, wzniecać przemoc oraz bojkotować
igrzyska olimpijskie w Pekinie. Rzecznik dalajlamy Tenzin Taklha ocenił, że
zapowiedziane spotkanie jest krokiem w dobrym kierunku, gdyż tylko spotkania
twarzą w twarz mogą doprowadzić do uregulowania kwestii tybetańskiej.
Od początku antychińskich
manifestacji (10 marca) w Tybecie, Jego Świątobliwość uczynił wszelkie wysiłki
na rzecz zbliżenia z Chinami i rządem chińskim i ma nadzieje, że kwestia Tybetu
zostanie uregulowana jedynie na drodze dialogu - dodał. Tymczasem rzecznik tybetańskiego rządu na
wygnaniu (w Dharamśali, na północy Indii) Thubten Samphel poinformował, że
strona tybetańska na razie nie otrzymała zaproszenia w sprawie spotkania od
strony chińskiej.
Źródło: WWW.wp.pl
"Gazeta Wyborcza": Salę Sądu Ludowego w Lhasie wypełnił wczoraj tłum buddyjskich mnichów i"mas reprezentujących wszystkie warstwy społeczne" - podała rządowa agencja Xinhua, która wraz z państwową telewizją CCTV są jedynymi źródłami informacji z procesu. - Chińskie władze zareagowały kampanią "Uderz twardo" - uważają eksperci.
Na sali nie było żadnych niezależnych obserwatorów ani dziennikarzy, bo Tybet od kilku tygodni jest regionem zamkniętym i odciętym informacyjnie od świata. Sporna była nawet liczba skazanych. Najpierw Xinhua podała, że było ich 17. Ale potem w migawce telewizyjnej doliczono się 30, wśród nich co najmniej sześciu buddyjskich mnichów.
Nie wiadomo, czy oskarżeni w ogóle mieli adwokatów. Chciało ich bronić 21 niezależnych prawników chińskich, ale sąd do tego nie dopuścił. W jeden dzień prokuratorzy odczytali akt oskarżenia, a sędziowie uznali winę i wymierzyli kary.
Jak podała Xinhua, na dożywocie został skazany mnich z klasztoru w okolicy Lhasy o nazwisku Basang. 14 marca miał stać na czele dziesięcioosobowej grupy Tybetańczyków, którzy zaatakowali jeden z urzędów, spalili i zdewastowali 11 sklepów oraz napadali na policjantów.
Dożywocie odsiedzi też 20-letni tybetański kierowca Soi'nam Cering za "napaść zbrojną i zakłócenie działania służb publicznych". Miał obrzucić policyjny posterunek kamieniami, podpalić wozy strażackie i zaatakować strażaków. Za podobne czyny taki sam wyrok otrzymał 30-letni biznesmen.
Według Xinhuy, dwóch kolejnych mnichów spędzi w więzieniu 20 lat, trzech - 15, a najniższy wyrok to trzy lata. Agencja nie podała nazwisk pozostałych skazanych.
To dopiero początek procesów w Tybecie - w więzieniach siedzą tysiące Tybetańczyków, czterystu ma już zarzuty.
- Chińskie władze zareagowały kampanią "Uderz twardo", którą stosowały od lat 90. do walki z przestępczością - mówi "GW" Robbie Barnett, znany tybetolog z Uniwersytetu Columbia. - To ekspresowe procesy z ominięciem pełnej procedury sądowej, bez udziału adwokatów, kończące się z góry przesądzonymi surowymi wyrokami dla postrachu.
Barnett dodaje, że w ostatnich latach takich kampanii już nie było: "Sposób karania protestujących Tybetańczyków oznacza powrót do starych praktyk. I to przed sierpniowymi igrzyskami olimpijskimi w Pekinie, które miały pokazać, że Chiny się zmieniły" - relacjonuje "Gazeta Wyborcza".
Źródło: „Gazeta Wyborcza”
Chińska milicja odkryła w południowych Chinach fabrykę, która produkowała flagi wolnego Tybetu - poinformowały media w Hongkongu. Hongkońska gazeta "Ming Pao" podkreśliła, że - co najciekawsze - zakład w prowincji Guangdong realizował zlecenia tybetańskiego rządu na uchodźstwie. Zamówienie złożono poza granicami Chin.
Pracownicy fabryki tłumaczyli się, iż nie mieli pojęcia o politycznym znaczeniu zamówienia. Jednak któryś z nich zobaczył flagę w telewizyjnej relacji z antychińskich protestów w Tybecie i swoim zaniepokojeniem podzielił się z władzami.
Tysiące tybetańskich flag "Made in China" przygotowano już do wysyłki. Milicja nie wykluczyła, że część z nich miała się pojawić na protestach w czasie wizyty sztafety z ogniem olimpijskim w Hongkongu.
Źródło: www.wp.pl
Nepalska policja zatrzymała w Katmandu 150 pro-tybetańskich demonstrantów, którzy protestowali przed chińską ambasadą.
Jak poinformowały władze Nepalu, większość uczestników demonstracji to buddyjscy mnisi i zakonnice. Wszyscy domagali się niezależności Tybetu od Chin. Niektórzy wykrzykiwali też antychińskie hasła i powiewali tybetańskimi flagami.
- Wolny Tybet! Żądamy wolności! - krzyczeli manifestanci, powstrzymywani przez policyjny kordon przed chińską placówką dyplomatyczną.
Policja poinformowała, że wszyscy demonstranci zostaną zatrzymani do czasu, aż wyższe kierownictwo wyda rozkaz ich zwolnienia. Zazwyczaj jednak przy podobnych protestach aresztowanych zwalniano już po kilku godzinach.
Codziennie od 10 marca - dnia, w którym wybuchły w Tybecie ostre antychińskie protesty - ambasady Chin w stolicy Nepalu pilnuje kilkuset funkcjonariuszy.
Nepalscy urzędnicy podkreślają, że nie pozwolą na protesty przeciw "przyjaznym państwom", w sąsiadującym z Chinami Nepalu.
Źródło: WWW.gazeta.pl
Prezydent Francji nie pojedzie do Pekinu na otwarcie Igrzysk jeśli Chiny nie spełnią trzech warunków:
1. zakończenie fali przemocy w Tybecie
Wiadomość ta została podana przez sekretarza stanu ds. zagranicznych i praw człowieka – Rama Yade na łamach sobotniego dziennika „Le Monde”.
Po tej publikacji Rama Yade wydała oświadczenie, w którym napisała, że gazeta błędnie ją zacytowała. - Słowo "warunki" w ogóle nie zostało użyte - twierdzi Yade.
Olimpijski ogień dotarł przed
siedzibę premiera Wielkiej Brytanii. Ze względu na towarzyszące sztafecie
antychińskie protesty w ostatniej chwili zmieniono część trasy, którą w
Londynie niesiono ogień.
Mistrzyni olimpijska w siedmioboju z Sydney z 2000 roku
Denise Lewis przebiegła z płonącą pochodnią przez bramę na Downing Street i
wręczyła ogień mężczyźnie na wózku inwalidzkim.
Przekazanie pochodni obserwowali brytyjski premier Gordon Brown i minister
Tessa Jowell, która odpowiada za przygotowania do igrzysk w Londynie w 2012
roku.
ednocześnie przed biurem premiera trwały przepychanki
demonstrujących z policją. Ludzie nieśli tybetańskie flagi i tabliczki, m.in. z
napisami "Nie dla olimpijskiego ognia w Tybecie".
W protestach uczestniczyli także działacze i sympatycy prześladowanej w Chinach
sekty Falun Gong oraz Kampanii na rzecz Birmy. W Birmie we wrześniu doszło do
brutalnego stłumienia masowych protestów przeciwko rządzącej juncie, popieranej
przez ChRL.
Według policji w Londynie aresztowano 30 osób podczas niespełna dwugodzinnej
sztafety z ogniem olimpijskim, symbolizującym pokój i harmonię.
Źródło: www.onet.pl
Zaczęło się od telefonu Romana Lontego do "Gazety". Architekt i malarz chciał pokazać w Częstochowie swe pastele, plon ubiegłorocznego pleneru plastycznego w Tybecie. Zaproponował Wejściówkę, ale ta jest za mała. Na naszą prośbę pomieszczenia zgodził się udostępnić klub Częstochowskiego Stowarzyszenia Jazzowego "Paradoks". Wczoraj trwały tam rozmowy, jak włączyć się w walkę o wolny Tybet.
Jarosław Kweclich, prezes fundacji Argo, która pomoże Paradoksowi w organizacji
wystaw: - Zrobimy wystawę z pasteli i uzupełnimy ją fotografiami Lontego z
Tybetu. Wszystkie sprawy techniczne i przygotowanie katalogu bierzemy na
siebie.
Ziut Gralak: - Mamy z Tymonem Tymańskim gotowy projekt muzyczny Free Tybet.
Możemy zagrać go w Częstochowie (Lonty zaproponował ogród swojego domu na
Grabówce).
Lonty: - Ponieważ do otwarcia wystawy mamy jeszcze dziesięć dni, namaluję
dodatkowo pięć nowych prac i dodam je do dziesięciu tybetańskich pasteli.
Maciej Grabałowski, prezes CzSJ: - Ekspozycję otworzymy w dniu inauguracji Jazz
Spring Festiwal, czyli 12 kwietnia.
Po koncercie i przed otwarciem wystawy goście poproszeni zostaną o powieszenie
chorągiewek modlitewnych na sznurku rozciągniętym przy filharmonii. Podobne
kolorowe skrawki tkaniny, wiszące przy tybetańskich świątyniach, to forma
modlitwy, której słowa wypisywane są na chorągiewce, a "wytrzepuje"
ją w przestrzeń wiatr. Niech więc każdy wieszający chorągiewkę w Częstochowie
wpisze na niej dobre słowo, np.: "Tak dla Tybetu", "Wolny Tybet"...
Kolorowe chorągiewki - czerwone, żółte, niebieskie i białe - od 9 do 11
kwietnia na swoich stronach będzie drukowała "Gazeta". Wystarczy je
wyciąć i wpisać życzenie. Oczywiście można też powiesić chorągiewkę z
materiału, a nawet ulubionego pluszowego misia.
Dorota Jabłońska z fundacji Jasnachmura: - Od 7 do 10 maja w OKF-ie będzie
festiwal filmów o Tybecie. Mam nadzieję, że częstochowskie kluby czy osoby
prywatne mają następne pomysły na wolnościowe happeningi, koncerty i wystawy.
Chińskie władze
zaoferowały wypłatę odszkodowań dla rodzin ofiar zamieszek, do których doszło w
marcu w Tybecie.
Chińskie władze robią wszystko, aby przekonać świat o tym, że zamieszki w
Lhasie okupione były przelaną krwią niewinnych ludzi. Dlatego też odszkodowania
w wysokości prawie 30 tysięcy dolarów każde, mają otrzymać rodziny 18 ofiar
śmiertelnych zamieszek, do których doszło 14 marca.
Władze w Pekinie mówią o 18 niewinnych
cywilach, którzy zginęli tego dnia w Lhasie. Część z nich to ofiary pożarów
sklepów, podpalanych przez manifestantów. Tybetańskie władze emigracyjne
twierdzą jednak, że w całym Tybecie zginęło co najmniej 140 osób i to
bynajmniej nie z rąk protestujących Tybetańczyków.
Rządowa agencja prasowa Xinhua podała też, że kilkaset osób,
które zostały ranne podczas zajść w Lhasie, otrzyma bezpłatną opiekę medyczną.
Na specjalną pomoc mogą także liczyć mieszkańcy Lhasy, którzy w zamieszkach
stracili dobytek. Bez względu na zorganizowaną przez chińskie MSZ wizytę
zagranicznych dziennikarzy w Tybecie, w region ten nadal nie mogą się
przedostać inni akredytowani w Pekinie przedstawiciele mediów.
Źródło: www.money.pl
Drobne przedmioty, koszulki produkcji
chińskiej wysłali łodzianie do ambasady Chin w Warszawie. Celem akcji był
protest w obronie praw Tybetańczyków. Symbolicznie
oddajemy Chińczykom to co chińskie - powiedział jeden z organizatorów
akcji, Leszek Jażdżewski.
Jak poinformował Leszek Jażdżewski z nieformalnej grupy "Łódź Solidarna z
Tybetem", wysyłając te przedmioty chcieli pokazać władzom Chin, że
negatywnie oceniają ich działania przeciwko Tybetańczykom i ich prawom.
Każda z kilkunastu osób, która zdecydowała się wziąć udział
w akcji, sama kupiła znaczek i kopertę, sama też wysłała przesyłkę do ambasady.
Wysyłano nie tylko koszulki czy drobne
przedmioty, ale również odręcznie pisane listy z protestami - powiedział
Jażdżewski. Dodał, że na koszulkach zostały odręcznie napisane apele o wolność
dla Tybetu.
Piątkowa akcja była kolejną w obronie praw Tybetańczyków, zorganizowaną w
Łodzi. Pod koniec marca kilkadziesiąt osób z flagami Tybetu manifestowało
solidarność z prześladowanymi Tybetańczykami.
Protestujący z nieformalnej grupy "Łódź Solidarna z Tybetem" stali w
milczeniu przez kilkanaście minut z uniesionymi flagami przed jednym z centrów
handlowych w Łodzi.
Źródło: www.wp.pl
Chińska telewizja państwowa pokazuje arsenał broni i ładunków wybuchowych rzekomo przejętych od mnichów w Tybecie. Pekin oskarżający Dalajlamę o zachęcanie do kampanii przemocy w Tybecie twierdzi, że w świątyniach zarekwirowano znaczne ilości broni i amunicji.
Źródło: www.wp.pl
Chinese authorities have refused to confirm a previously announced plan to reopen riot-hit Tibet to foreign visitors on May 1, amid a report the date will be pushed back.
China said last week that foreigners would be allowed in again from May 1, reopening the Himalayan region after it was sealed off following violent unrest there last month. But the US-based International Campaign for Tibet said today it had received "reliable reports" that the plan had been scrapped and Tibet might not be reopened until after the August 8-24 Games.
When reached by AFP, officials at the Tibetan regional tourism bureau referred calls to the regional government. "We haven't received any instruction on this from the regional government," a tourism bureau official said, declining to provide his name.
An official in the regional government spokesman's office in turn referred questions to the tourism bureau. "If they haven't got any information, that means (the reported postponement) is a rumour," he said, also refusing to give his name.
Source: www.phayul.com
O decyzji Ban Ki-moona poinformowała wczoraj jego rzeczniczka Marie Okabe. Ponoć ta decyzja to żadne zaskoczenie i nie ma związku z Tybetem, a sekretarz generalny ONZ już dawno miał uprzedzić gospodarzy, że nie przyjedzie. Oficjalnie z powodu nadmiaru zajęć.
Natomiast laureatka pokojowego Nobla Kenijka Wangari Maathai nie ukrywa, dlaczego nie weźmie udziału sztafecie w Dar es-Salam w Tanzanii. Chce zaprotestować, jak napisała na swej stronie internetowej, przeciwko naruszaniu praw człowieka przez Chiny w Tybecie, Birmie i Darfurze.
Źródło: www.gazetawyborcza.pl
Chińska milicja aresztowała w Tybecie dziewięciu mnichów-zamachowców, podejrzanych o atak bombowy na rządowy budynek - poinformowała oficjalna chińska agencja prasowa Xinhua.
To pierwsze doniesienia o ataku. Według agencji doszło do niego 23 marca. Nie wiadomo, czy ktoś odniósł obrażenia i jakie powstały szkody. Xinhua podała, że przywódcą siatki był wyższy rangą duchowny z klasztoru Tongxia w miejscowości Gyanbe. Pozostali podejrzani, wszyscy z tego samego klasztoru, przyznali się do winy - dodała agencja. Władze Chin oskarżały Tybetańczyków o planowanie zamachów samobójczych w czasie marcowych zamieszek antychińskich w Lhasie i innych rejonach Tybetu.
Źródło: www.onet.pl
Chiński prezydent Hu Jintao oświadczył, iż kwestia Tybetu jest jedynie wewnętrzną sprawą Chin, która bezpośrednio zagraża suwerenności jego kraju.
- Nasz konflikt z kliką Dalaj to nie problem etniczny, religijny, czy dotyczący praw człowieka - powiedział Hu, cytowany przez oficjalną chińską agencję prasową Xinhua. Odniósł się tu zwolenników przebywającego na uchodźstwie duchowego i świeckiego przywódcy Tybetańczyków Dalajlamy XIV, którego Pekin oskarża o wywołanie marcowych rozruchów w Tybecie.
- To problem, czy zabezpieczać jedność narodową, czy też podzielić ojczyznę - podkreślił prezydent podczas rozmowy z premierem Australii Kevinem Ruddem na marginesie azjatyckiego forum gospodarczego w Boao, na wyspie Hajnan.
- Chiny nie mieszają się w wewnętrzne sprawy innych krajów, ani nie próbują narzucać innym własnej woli. Chiny zobowiązały się do pokojowych rozwiązań sporów międzynarodowych - dodał prezydent komunistycznych Chin.
Źródło: www.onet.pl
Zdaniem chińskiego prezydenta, marcowe zamieszki w Tybecie są wewnętrzną sprawą Chin. W ten sposób, Hu Jinato po raz pierwszy publicznie odniósł się do niedawnych wydarzeń w Tybecie. Prezydent Chin dodał, że te zamieszki w bezpośredni sposób zagrażają suwerenności Republiki Ludowej.
Hu Jinato wraz z przebywającym z wizytą w Chinach australijskim premierem Kevinem Ruddem bierze udział w regionalnym forum ekonomicznym na wyspie Hainan. Prezydent Chin powiedział, że konflikt z kliką Dalajlamy nie jest problemem etnicznym, religijnym, czy problemem praw człowieka. W jego opinii jest to problem albo ochrony zjednoczenia państwa, albo podziału ojczyzny. Słowa chińskiego przywódcy cytuje rządowa agencja Xinhua.
Rzeczniczka chińskiego MSZ Jiang Yu potępiła z kolei rezolucję Parlamentu Europejskiego. Europosłowie apelowali w niej do europejskich polityków o bojkot ceremonii otwarcia Igrzysk, jeśli Pekin nie wznowi dialogu z Dalajlamą. Jiang stwierdziła, że jest to brutalna ingerencja w wewnętrzne sprawy Chin, która, jak zaznaczyła „poważnie rani uczucia Chińczyków”. Eurodeputowani zaapelowali także do Pekinu o uwolnienie wszystkich aresztowanych uczestników pokojowych demonstracji.
Chińskie władze poinformowały, że w związku z marcowymi zamieszkami w Tybecie, do więzień trafiło ponad tysiąc osób.
Źródło: www.polskieradio.pl